Kafka nad morzem - fragment recenzji

Posted
Comments None

Wykorzystanie nazwiska Kafki w tytule, by zainteresować czytelników, którzy bez tego mogliby nie sięgnąć po tę książkę, to – sądząc po sukcesie “Kodu da Vinci”, “Klubu Dantego”, “Czytając ‘Lolitę’ w Teheranie” i “Klubu miłośników Jane Austen” – sprytny chwyt marketingowy. Mamy zatem w książce Kafkę, wzmianki o Goethem, wymienienia doczekali się też Yeats, T.S. Eliot, Czechow, Arystoteles i cała lista dzieł z kanonu literatury zachodniej i japońskiej. To bezustanne wymienianie kolejnych twórców w jakiś sposób pasuje do trójki związanych z bibliotecznym życiem bohaterów i ich metaforycznych refleksji. Efekt przejścia od tej monotonnej bibliotecznej wyliczanki do historii nieokrzesanego Hoshino nie jest jednak najlepszy: upchnięcie w tekście fragmentów rozważań o filozofii i muzykologii to boleśnie oczywista i daremna próba wprowadzenia płytkimi i banalnymi środkami intelektualnej głębi. To, jak Hoshino postrzega świat, zmienia się w szybkim tempie podczas pouczającej serii spotkań, które budzą w nim wrażliwość na sprawy kultury. Pierwsza z takich chwil transformacji zdarza mu się podczas wizyty u prostytutki, która w chwili wolnej od innych zajęć dzieli się z nim przemyśleniami o Bergsonie i objaśnia krótko filozofię Hegla. Później właściciel kafejki bez żadnego zachęcania wygłasza wywody na temat życia i twórczości Beethovena i Haydna. Przemianę świata Hoshina kończy zapoznanie z filmografią Francoisa Truffaut, które prowadzi go do rozmyślań o własnym celu w życiu, gdy spostrzega “jak sugestywnie ukazany jest wewnętrzny świat bohaterów”. Taka subtelność zupełnie nie pasuje do dosadnych środków wyrazu, których Murakami używa. Jak to mawia sam Hoshino – “Jasny gwint!”

Author
Categories

Comments

Commenting is closed for this article.

← Older Newer →