Poniższe fragmenty pochodzą z piątego rozdziału opowiadania Full Circle autorstwa Stormy1989 – może kiedyś to przetłumaczę…
***
Hermionę ogarnęło poczucie winy, gdy uświadomiła sobie, że szantażuje nauczyciela. Odepchnęła jednak od siebie tę myśl, kiedy jej groźba odniosła zamierzony skutek.
- Niebieska… butelka – wykrztusił Snape. – Na stole…
Wstała i pośpieszyła do stołu w kącie pokoju. Niebieska butelka bez etykietki była tam, gdzie miała być, wzięła ją więc i wróciła do swojego byłego nauczyciela eliksirów.
- Proszę – powiedziała cicho, a długie, blade palce Snape’a złapały szyjkę, próbując zabrać butelkę. Chwycił za słabo i szkło wyślizgnęło mu się z dłoni. Złapała jeszcze nad podłogą.
- Ile chcesz?
- Jeden… łyk… – wykrztusił Snape między kolejnymi napadami kaszlu.
- Proszę – powtórzyła spokojnie, przystawiając butelkę do jego wąskich warg i wlewając mu odrobinę eliksiru w usta. Snape przełknął chciwie i po paru sekundach wyraźnie się rozluźnił.
- Lepiej? – spytała łagodnie.
- Trochę – odpowiedział z goryczą, mimo błyskawicznie ustępującego bólu. Nie otwierając oczu, ułożył głowę na oparciu sofy. Skórę wciąż miał białą jak prześcieradło ducha.
- A co to było? – spytała Hermiona, ostrożnie unosząc butelkę.
- Środek przeciwbólowy – odpowiedział niechętnie.
- Domyśliłam się – odparła sucho. – Jaki?
- Wywar Antyurazowy.
Hermiona o mało nie upuściła butelki.
- Nie podniecaj się. Działa, więc w czym problem? – parsknął Snape.
- Dobrze wiesz, w czym problem! – krzyknęła. – To jest nielegalne! Nie można tego kupić! Tak dokładnie wyłącza ból, że możesz poranić się jeszcze bardziej! Po to się czuje ból – żeby się przestać ranić, ale nie przestaniesz, jak w ogóle przestaniesz czuć! Ten, kto ci to sprzedał, to wariat! I przestępca!
- Od nikogo tego nie kupiłem – westchnął z irytacją. – Zrobiłem sam. Jestem mistrzem eliksirów, jeśli panna Granger jeszcze tego nie zauważyła. Zrobiłem sobie ten eliksir, kiedy tylko się wyrwałem z tej piekielnej, pełnej mugolskich pomyleńców dziury.
- Uratowali ci życie!
- Po co? Nie mam po co żyć. Nikt nie będzie marnował czasu na kalekę – odparł Snape bez zastanowienia.
***
Następnym, co zmysły Snape’a zarejestrowały, była woń czegoś, co się paliło.
Co jest?…
Otworzył oczy i spróbował usiąść, ale zaraz opadł, gdy targnął nim ból. Znów wciągnął powietrze i niemal natychmiast zrozumiał.
Nie pali się, tylko gotuje.
Zaraz…
Zaczął się prostować i rozglądać. Nakryto go grubą kołdrą, a dookoła wszystko wyglądało jakoś o wiele czyściej i porządniej, niż kiedy ostatnio sprawdzał. W kominku wesoło płonął ogień, a cały pokój skąpany był w jego pomarańczowym blasku. Tuż obok, na stoliczku, stała okrągła butelka z etykietką, na której ktoś napisał: “Eliksir przeciwbólowy”.
- Zbudziłeś się już, co? – odezwała się Hermiona radośnie, wchodząc do pokoju z naręczem książek.
- Co ty tu robisz? – spytał Snape lodowatym tonem. – Jak się tu dostałaś? – Do furii go doprowadzało, że Hermiona tylko uśmiecha się współczująco.
- Sam mnie wpuściłeś – odparła spokojnie. – Jakieś osiem godzin temu. Tylko od tego czasu głównie spałeś. Wiesz, wcześniej nie było z tobą najlepiej – oznajmiła, na co Snape skrzywił się i odwrócił wzrok.
- Czułem się dobrze – warknął, świetnie wiedząc, że kłamie.
- Jeśli dla ciebie zasłabnięcie z bólu, branie nielegalnego eliksiru i utrata przytomności z początkami hipotermii to “dobrze”, to pewnie tak, czułeś się dobrze.
Po raz pierwszy w życiu Snape’owi zabrakło słów. Nikt i nigdy nie odezwał się do niego w ten sposób. Hermiona odwróciła się do niego plecami i zaczęła układać książki na półce w kolejności alfabetycznej.
Comments
Commenting is closed for this article.